WITAJ!
Dziękuję, że zajrzałeś na moją stronę! Zapraszam do skontaktowania się ze mną :)
+48 603 341 137
studio@judytatorun.pl
Fotografia - Judyta Toruń | Koh Phi Phi – czy warto?
16184
post-template-default,single,single-post,postid-16184,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,side_area_uncovered_from_content,qode-theme-ver-10.1.1,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive

Koh Phi Phi – czy warto?

Koh Phi Phi – czy warto?

Koh Phi Phi choć było w zasadzie na samym końcu naszej podróży, tak naprawde stanowiło jej cel. Marzyła mi się Maya Bay (oglądaliście Niebiańską Plażę z Leonardo Dicaprio?) 🙂 Właściwie nie skłamię, jak powiem, że dla niej tam jechałam. Tak, tak trochę za sprawą Leo 😉 No i sam film jest rewelacyjny, można zobaczyć te wyspy bardziej dzikie, nieodkryte. Mnie te widoki bardzo skusiły. Od czasów kręcenia tego filmu sporo się zmieniło. Fanów Leo było więcej, a tym samym od 2000, czyli roku produkcji filmu na zawsze zmieniło się oblicze Koh Phi Phi…Zdradzę Wam jeszcze, że podczas kręcenia scen do filmu producenci dość mocno zaingerowali w naturalny wygląd Maya Bay. Usunięto wydmy i drzewa kokosowe, a na ich miejsce posadzono 60 palm. Po zakończeniu zdjęć próbowano przywrócić poprzedni wygląd plaży, ale bezskutecznie. Zrobiła to dopiero fala tsunami w 2004 roku…

Od początku

Opcje dotarcia tam najbardziej sensowne były dwie. Mianowicie promem z Phuket lub z Krabi. W tych obu miejscowościach są lotniska i możecie od razu z Bangkoku (oczywiście z lotniska lotów krajowych – tzw. Domestic Flights – czyli Don Mueang) przetransportować się tam. Polecam śledzenie promocyjnych lotów na Air Asia (tzw. Big Sale Asia) już wcześniej, jak będziecie mieli ustaloną datę przylotu i wylotu z Bangkoku. Można znaleźć fajne ceny. Nasza droga na Koh Phi Phi była trochę bardziej zawiła, bo wcześniej przez 6 nocy byliśmy na Koh Samui i stamtąd nasza droga rozpoczęła się promem do  Donsak Pier, następnie busem do Krabi a stamtąd już wspomnianym promem do Koh Phi Phi. Taka podróż trwała niemal cały dzień, jakieś 8 godzin, ale widoki wynagradzały wszystko. Wycieczka była wspaniałym doświadczeniem, którego samolotem nie mielibyśmy szansy przeżyć. Bilety łączone możecie nabyć przez stronę www.phiphiferry.com z której korzystaliśmy we wszystkich przeprawach wodno-lądowych i polecam za organizację i dobre ceny.

Blamaż Niebiańskiej Plaży?

Naoglądałam się tej Tajlandii tyle, że śniła mi się jeszcze na długo przed wyjazdem. No, ale chyba mi się nie dziwicie 🙂 Myślę, że większość z nas marzy, żeby tam pojechać. Każdy chce przecież trafić do raju…i nie mówię tu wcale o życiu pozagrobowym 😀 Taki raj na Ziemi 😉 Tak sobie wyobrażałam Koh Phi Phi, dlatego została na sam koniec, aby celebrować czekanie na nią. Jeśli macie tak samo to muszę Was trochę ostrzec, żebyście nie przeżyli tego, co ja. To naprawdę piękne miejsce, robi ogromne wrażenie cudownymi krajobrazami, ale…liczcie się z tym, że to też bardzo turystyczne miejsce i spodziewajcie się masy turystów. Te zdjęcia, na których plaże są puste, a Ty wyobrażasz już sobie, jak tam sobie leżysz i robisz selfiki swojemu lepszemu profilowi to niestety fotki sprzed wielu lat, kiedy rzeczywiście tam tak było lub niestety po prostu zwykły fotomontaż. Ludzi jest cała masa, zwłaszcza w miejscach typowo turystycznych, jak moja Maya Bay…tak, tak przeżyłam rozczarowanie 😀 Choć rzeczywiście jest to piękna plaża to jednak ilość turystów zabrała mi tę magiczną chwilę, o której marzyłam przed przyjazdem. Tak jest ze wszystkimi miejscami z katalogów tamtejszych biur podróży i jak zwykle coś za coś.

Wycieczka wokół Koh Phi Phi? Why not!

Skoro już jesteśmy przy niebiańskiej plaży, perełce Koh Phi Phi… Maya Bay odwiedziliśmy w ramach wycieczki, którą wykupiliśmy w napotkanym biurze podróży (jakieś 400 Bathów). W ramach tej podróży mieliśmy zapewnione nurkowanie w pięknych zatokach wyspy Koh Phi Phi Leh – to było przepiekne miejsce, zobaczcie…Po wejściu do wody trzeba było uważać, aby nie stawać na kamienie bo coś tam kąsało 😀 Potem płynęliśmy obok jaskini wikingów. Odwiedziliśmy też Wyspę Małp, ale nie polubiłam ich. Te małe były słodziutkie, ale jakie pazerne. Lata dokarmiania przez turystów zrobiło swoje. Małpy zrobiły się cwane i chciwe. I śmieszno i straszno… Szarpały nawet za włosy, jak ktoś coś miał a nie dał od razu 😀 I pomimo, że wiszą tabliczki, aby nie dokarmiać ich, bo zatracą instynkt szukania pożywienia, a w konsekwencji gdy nie będzie turystów umrą, to i tak nic sobie nikt z tego nie robi, bo liczy się dobre zdjęcie nie? No wiem, że krytykuję, ale jak nie krytykować. Ludzie przerażają mnie najbardziej podczas takich podróży, kiedy tą głupotę widać niestety najbardziej. I tak przez wzgląd pozytywnego przekazu mojego wpisu staram się nie poruszać tych wątków, bo czy to coś wniesie? Ważne abyśmy sami byli w porządku i to już jest jakiś punkt wyjścia.

Gdy dopłynęliśmy do Maya Bay okazało się, że trzeba zapłacić kolejne 400 Bathów za samo wejście na nią (plus jakaś sumka za wejście wgłąb wyspy bo to park narodowy), czego pilnowało kilku miejscowych „kasjerów” 😀 A tutaj parę filmików z tego, co udało mi się zarejestrować: 1 , 2 , 3, 4) Było też kilka przystanków na nurkowanie w bajecznych zatoczkachA na koniec po zachodzie słońca, popłynęliśmy do miejsca, gdzie był plankton (taki pięknie świecący, gdy poruszamy się w wodzie). Niestety nie miał dnia, więc się nie pokazał…ale węże w wodzie dostarczyły nam rozrywek 😀 I choć było parę zawodów, to jednak warto było zobaczyć to wszystko. Niestety nie starczyło nam już czasu, ale jak będziecie wybierać wycieczkę z Koh Phi Phi to bierzcie tą, gdzie w planie jest odwiedzenie Bambo Island i Mosquito Island. Podobno jest cudnie! Ogólnie uważam ten dzień za udany, zwłaszcza że zaraz po dobiciu do brzegu naszej Koh Phi Phi Don poszliśmy od razu na nasz rytualny piknik.

Na Koh Phi Phi są naprawdę piękne miejsca i warto poszukać ich też na własną rękę, popytać miejscowych o coś mniej turystycznego. Na pewno lepiej zapamiętacie taką podróż. Sama wycieczka ok, myślę, że będąc na Koh Phi Phi warto się zabrać, bo samemu tak sprawnie nie odwiedzi się tych miejsc.

A może by tak po swojemu?

Następnego dnia wzięliśmy sprawy w swoje ręce, wypożyczyliśmy kajak i wybraliśmy się na wycieczkę. Najpierw na Monkey Beach – drugą, nie tą z wycieczki poprzedniego dnia.  Jest bliżej głównej plaży Koh Phi Phi Don, i to nie ta z której odpływają statki (najlepiej z samego rana tam płyńcie, nie ma jeszcze dużo ludzi). Piasek bieluśki, piękne rafy koralowe i cudne kolorowe rybki dla fanów nurkowania. Mapkę naszej trasy znajdziecie poniżej. Może się przyda 😉

   

Moja nowa Maya Bay

Potem za radą naszej tajskiej gospodyni w poszukiwaniu innych rajskich i przede wszystkim mniej obleganych plaż trafiliśmy na plażę przy Camel Rock. O ludziska 😀 Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Cały dzień tam spędziliśmy tak było cudnie. Taka mniejsza Maya Bay, no sami oceńcie 🙂 Opcja przemieszczania się kajakiem super. Na tej trasie nie zmęczycie się jakoś szalenie i widoki piękne.

Załączam mapkę dla Was co byście sami nie szukali.

I co najważniejsze – prawie nie było ludzi! W okolicach zachodu słońca zostaliśmy tylko my i jakaś para na drugim końcu plaży…śmiesznie było, bo zrobiliśmy bałwana z piasku w myśl treningu przed powrotem do Polski, a tamta para za chwilę też stwierdziła, że potrenuje 😀

Na plaży można było cieszyć się prawdziwie rajskim, nawet trochę dzikim klimatem. Było trochę grozy, bo po rozłożeniu się na plaży okazało się, że zaginął nam jeden kapok (znaczy się mój zaginął, no bo jak tu się opalać w kapoku?? Rozumiecie mnie prawda? :D) W każdym bądź razie mąż wyruszył na ratunek. Nie było go trochę, Changa zdążyłam wypić i jeszcze trochę czekałam, więc naprawdę to trwało. Ale wrócił, z kapokiem, mój bohater! 😀 Dryfował przy Camel Rock’u 😀 No co ja poradzę, specjalnie nie zgubiłam nie? 😀 Wracając do plaży to co ja będę pisać sami widzicie 🙂

Także Kochani nie podążamy utartymi szlakami, ale szukajmy raju też sami. Wtedy to będzie naprawdę niezapomniane przeżycie. Większość ludzi jakich spotkaliśmy, zwłaszcza Polaków stwierdzili, że na Koh Phi Phi wystarczą dwa dni, bo więcej to za dużo. A my byliśmy 5 nocy i wycisnęliśmy z tego czasu, ile się dało i wcale się nie nudziliśmy, także wszystko zależy od podejścia 😉 Tym sposobem zwiedziliśmy niemal całą wyspę. Jaka szkoda że nie ma tam dróg i nie można jej przemierzyć skuterkiem, tak jak robiliśmy to na Koh Samui. Pięknie by było, ale narzekać nie mogę 🙂

A może by tak z góry spojrzeć na to Koh Phi Phi

Odwiedziliśmy punkt widokowy, z którego widać piękną panoramę wyspy uwiecznianą na większości pocztówek i zdjęć w sieci.

Nie muszę chyba Was zachęcać do odwiedzenia? Widok jest przepiękny, zdjęcie tego tak nie odda. Jak już się wdrapiecie po tych wszystkich schodach czeka na Was nagroda w postacie przepysznych koktajli ze świeżych owoców, które można tam kupić. Mniam, Mniam <3

Tsunami

Trzeba pamiętać, że w 2004 roku tą piękną wyspę nawiedziło tsunami. Dwie fale (jedna 3 m druga 5,5 m) uderzyły z dwóch stron zbierając ogromne żniwo. śmierć poniosło 850 osób, a ok. 1300 uznano za zaginionych. Poza tym 70 % tamtejszej infrastruktury zostało całkowicie zniszczone. Minęło już tyle czasu, ale na wyspie widać sporo „pamiątek” po tym wydarzeniu. Wszędzie obecne są znaki wskazujące drogę ewakuacji w razie kolejnego tsunami. W punkcie widokowym widnieją zdjęcia z tamtych wydarzeń, tak więc miejscowi pamiętają…

A wieczorami…

Wieczorami przypływaliśmy z naszego domku taksówką wodną kierowaną przez Winnetou na główną plażę. Nocne życie tutaj jest bardzo bogate. Imprezy, pokazy ognia, koktajle z wiaderek, pyszne grillowane mięsa, owoce morza i ryby, lody tajskie. Zapewniam, nie można się nudzić. Jak będziecie się zastanawiać nad jakimś fajnym koktajlem alkoholowym to polecam bardzo serdecznie te z wiaderek z tajską wódką i świeżymi owocami do wyboru za 150 Bathów. Zapytajcie 🙂 Coś niewiarygodnego! Inne alkohole dużo droższe, a do tego się nie umywają. Pikniki na plaży mieliśmy codziennie – szaszłyki od Pana, który sobie tam grillował różne pyszności a koktajle w wiaderkach od przesympatycznego gościa z syreną policyjną na stoisku tuż obok. Pomoczyliśmy jeszcze nogi w ciepłej wodzie, posłuchaliśmy muzyki, było miło 😉

Long Beach…rekiny

Innego dnia udaliśmy się na Long Beach, najdłuższą, jak sama nazwa wskazuje plażę, na końcu której podobno są rekiny. Ja nie sprawdzałam, plażowaliśmy mniej więcej po środku. Można popłynąć taksówką wodną, ale wybraliśmy oczywiście pieszą wędrówkę, dzięki czemu zaliczyliśmy masę pięknych i urokliwych miejscóweczek takie jak te i te

Wzdłuż plaży znajdują się liczne ośrodki i  domki do wynajęcia, a także sporo restauracji i fajnych barów. Bardzo mi się tam podobało, można było znaleźć wspaniałe okazy pod wodą (dla fanów snorkelingu). Dopóki nie miałam swojej maski z rurką, którą nabyłam w Decathlonie (o taka – polecam!) nie wiedziałam, że nurkowanie może być takie fajne! Ile pięknych rybek, koralowców. To naprawdę robi wrażenie. A jeszcze jak Wam powiem w oddzielnym poście, co zobaczyłam na wycieczce, jaką mieliśmy z Koh Samui….takie smaczki zostawię na później 🙂 Oczywiście złapała nas burza i to taka konkretna. Zdążyliśmy tylko schować rzeczy pod jedną łódką, zrobiło się dość zimno, więc weszłam do wody, która była taka cieplutka. Po czym sobie zdałam sobie sprawę, że w czasie burzy to raczej niebezpieczne 😀 😀 😀 no i wyszłam jak poparzona haha, ale przez tą chwilę nieświadomości, kiedy zdążyłam sobie trochę jeszcze ponurkować było naprawdę cudownie obserwować deszcz spod wody. Trochę też myślałam o rekinach…że może przypłynie jakiś, ale nie pojawił się…

Mała samotna plaża do zdobycia w japonkach

Jeszcze odnośnie szukania raju to przeszliśmy się wzdłóż linii brzegowej od naszej hacjendy na taką mała plażę (o taką), gdzie byliśmy totalnie sami i dostaliśmy głupawki przy mierzeniu się z falami 😀 była też obserwacja małych krabików i picie Changa of kors! 😀

Relaksowaliśmy się też na plaży „głównej” Koh Phi Phi Don, było bardzo sympatycznie jak widać i można było podziwiać mega odpływ 🙂 To wyglądało naprawdę niewiarygodnie. Mało brakowało i nie musielibyśmy przypływać taksówką z naszej chatki 😉

A no właśnie. Jeszcze na koniec zaprezentuję Wam nasz cudny bungalow. A tu macie filmik, jak ja to widziałam 😉

 

No i te zachody słońca

Podsumowując moje wesołe rozważania powiem Wam, że to był naprawdę udany wypad. Naprawdę piękne 5 dni, które wykorzystaliśmy dobrze – tak, że jak teraz patrzę na ten post to wiem, że tak było 😉 Nie nudziliśmy się i zasmakowaliśmy na Koh Phi Phi wystarczająco, by się tym miejscem nasycić. 5 dni to ilość maksymalna dla tych, którzy podróżują po Tajlandii i chcą zobaczyć coś jeszcze. Polecam Wam oczywiście serdecznie to miejsce, eksplorujcie. Chociaż na te 2, 3 dni 😉 Gdy opuszczaliśmy Koh Phi Phi psuła się tam pogoda, więc nie było żałości a następnie wyruszyliśmy promem do Phuket – jakieś 2 godzinki. Ale o tym potem 😉 Do miłego!

Do miłego!

Brak komentarzy

Napisz komentarz